Rekrutacja.p.lodz.pl
Wikamp


Fb

Pozanaukowe pasje naukowców: prof. Mariusz Wójcik



Prof. dr hab. inż. Mariusz Wójcik ukończył fizykę na Wydziale Fizyki Technicznej i Matematyki Stosowanej PŁ (obecnie Fizyki Technicznej, Informatyki  i Matematyki Stosowanej) w 1986 r. Po studiach rozpoczął pracę w Międzyresortowym Instytucie Techniki Radiacyjnej na Wydziale Chemicznym i nadal tam pracuje.

 

prof. M. Wójcik z medalem maratonu w Berlinie - 2018, fot. arch. prywatneW latach 1996 oraz 1997-99 przebywał na stażach podoktorskich w National Institute of Materials and Chemical Research w Tsukubie (Japonia). W 2012 roku pracował również w Radiation Laboratory na Uniwersytecie Notre Dame (USA). W 2020 roku otrzymał nominację profesorską.

 

Główne osiągnięcia naukowe prof. Wójcika dotyczą organicznych ogniw fotowoltaicznych oraz detektorów promieniowania. Jest członkiem międzynarodowych grup badawczych DarkSide i The Global Argon Dark Matter Collaboration, których celem jest wyjaśnienie natury tzw. ciemnej materii. Jego główną pozanaukową pasją jest bieganie. Ukończył 8 maratonów.

 

Od kiedy uprawia Pan bieganie?

Biegam od około 10 lat, a więc zacząłem raczej późno, będąc już „pod pięćdziesiątkę”.

 

Czy uprawiał Pan wcześniej inne sporty? Co zachęciło Pana do biegania?

Zawsze lubiłem aktywność fizyczną, choć nie byłem jakoś szczególnie sportowo utalentowany. W młodości uprawiałem alpinizm. Byłem członkiem wywodzącego się z naszej uczelni Akademickiego Klubu Górskiego. Potem przyszły obowiązki rodzinne, bardziej intensywna praca zawodowa na stażach zagranicznych, i przez to wszystko aktywność fizyczna zeszła na dalszy plan. Brakowało mi jej. Poza tym, jak wielu z nas, zacząłem odczuwać dolegliwości związane ze „szkodliwymi” warunkami pracy – długotrwałym siedzeniem przed komputerem. Zainteresowałem się wtedy trochę pływaniem, zacząłem więcej jeździć na rowerze, ale dopiero w bieganiu odnalazłem prawdziwą pasję.

 

Na mecie Maratonu Warszawskiego - 2016, fot. arch. prywatne

Kiedy wziął Pan udział w pierwszym maratonie? Pamięta Pan swoje wrażenia po przekroczeniu mety?

W biegu „na królewskim dystansie” 42 195 m po raz pierwszy wziąłem udział w Łodzi w kwietniu 2015 r. Na treningach nie biega się tak daleko, więc pierwszy start jest zawsze dużą niewiadomą. Jak wielu debiutantów zacząłem trochę za szybko i po trzydziestu paru kilometrach organizm po prostu powiedział „dziękuję”. To znaczy okazało się, że nie jestem już w stanie w żaden sposób zmusić się do dalszego biegu. Na szczęście po kilku minutach marszu trochę sił wróciło i udało mi się jakoś dobiec do mety. Co tu dużo mówić? Ukończenie pierwszego maratonu to wielka radość i satysfakcja, spełnienie marzeń chyba każdego biegacza. A z uzyskanego wtedy czasu (3 godz. 53 min.) byłem nawet zadowolony.

 

Ukończył Pan już 8 maratonów.  Ma Pan swoją strategię na ukończenie tak długiego dystansu?

W maratonie najważniejsze jest realistyczne założenie tempa. Każda minuta zysku czasowego w pierwszej połowie dystansu daje później kilka minut straty, albo nawet grozi „zderzeniem ze ścianą”, co jak już wspomniałem przytrafiło mi się w debiucie. Nie mam jakiejś specjalnej strategii na maraton. Staram się utrzymywać równe tempo, w trakcie biegu zjadam 3-4 żele energetyczne. Zależy mi już teraz nie tyle na samym ukończeniu maratonu, ale na uzyskaniu jak najlepszego czasu.

 

Ostatnie metry maratonu w Berlinie - 2019 r. prof. Wójcik w dolnej części zdjęcia (w białej koszulce)W jakich maratonach uczestniczył Pan dotychczas? Ile kilometrów już Pan przebiegł?

Cztery razy ukończyłem maraton w Łodzi, dwa razy Maraton Warszawski i dwa razy maraton w Berlinie. Ten ostatni to wydarzenie szczególnej rangi, jeden z sześciu określanych mianem „Majors” (zaliczają się do nich jeszcze maratony w Nowym Jorku, Bostonie, Chicago, Londynie i Tokio). Ponad 40 tys. uczestników z całego świata, tłumy kibiców, a „obok mnie” biegł jeszcze Eliud Kipchoge ustanawiając obecny rekord świata (2:01:39).

 

Jeśli chodzi o całkowity dystans, który dotąd przebiegłem, to wychodzi ponad 17 tys. km. Dzisiaj dość łatwo o statystyki, bo większość biegaczy używa zegarka (lub telefonu) z GPS-em i zapisuje swoje aktywności na jakimś portalu treningowym.

 

Uczestnicy maratonów mówią, że to mnóstwo wspaniałych wrażeń, pod warunkiem że się do tego odpowiednio przygotujemy. Jak wygląda Pana przygotowanie?

Na bezpośrednie przygotowanie do maratonu potrzeba przynajmniej dwóch miesięcy. Biegam wtedy ok. 70 km w tygodniu. Najważniejszym elementem treningowym są tu oczywiście biegi długie, w przedziale 20-30 km, wykonywane 1-2 razy w tygodniu w tempie spokojnym lub maratońskim.

 

Na jakich dystansach biega Pan najczęściej? Po jakim czasie uruchamiają się u Pana endorfiny?  Jak to jest przy kilkugodzinnym wysiłku?

Startuję nie tylko w maratonach, ale też na innych popularnych dystansach biegów ulicznych, czyli na 5 km, 10 km oraz w półmaratonach. Zazwyczaj biegnę wtedy na maksimum swoich możliwości, przez co można się porządnie zmęczyć, a i wyrzut endorfin jest gwarantowany. W długich biegach, jak maratony, najprzyjemniejszy jest odcinek gdzieś pomiędzy 5 a 15 km. Biegnie się wtedy lekko, prawie nie odczuwając wysiłku. Można nawet cieszyć się oglądaniem okolicy, szczególnie gdy jesteśmy w innym mieście.

 

prof. M.Wójcik z żoną przed Atlas Arena w Łodzi - 2019 r. fot. arch. prywatneMówi się, że bieganie łączy. Udało się Panu zachęcić kogoś ze znajomych do uprawiania tego sportu?

Biegacze rzeczywiście lubią towarzystwo i często się organizują w mniej lub bardziej formalne grupy, choć sam sport ma jednak charakter indywidualny. Myślę, że w jakimś stopniu do biegania zachęciłem moją żonę – Dorotę, która jednak twierdzi (w żartach), że po prostu nie miała innego wyjścia. Szczęśliwie więc dzielimy teraz z żoną nie tylko zainteresowania zawodowe (Dorota jest również profesorem pracującym na Wydziale Chemicznym PŁ), ale i sportowe. Często wspólnie uczestniczymy w zawodach. Lubimy szczególnie imprezy wyjazdowe, na których oprócz samego startu możemy też spędzić czas na zwiedzaniu. Dorota ma na swoim koncie już kilka półmaratonów i myśli teraz o debiucie maratońskim. Co ciekawe, to ona nieporównanie częściej niż ja wraca z zawodów z pucharami i statuetkami zdobytymi za swoje osiągnięcia.

 

Jakie ma Pan plany biegowe na najbliższy rok? Czy planuje Pan starty w maratonach?

Jak wszyscy wiemy, pandemia mocno zaszkodziła organizacji imprez sportowych i planowanie kolejnych startów jest mocno utrudnione. W roku 2020 byliśmy wraz z żoną zapisani na maratony w Rotterdamie i Chicago. Ta druga impreza została odwołana, a maraton w Rotterdamie został przeniesiony na jesień bieżącego roku. Może się uda? Na razie staramy się regularnie trenować i uczestniczyć w nielicznych, lokalnych biegach, które czasem są jeszcze organizowane lub w tzw. biegach wirtualnych. Na szczęście wolno teraz normalnie biegać w parkach czy lasach, a absurdalne zakazy z wiosny ubiegłego roku nie są, miejmy nadzieję, już rozważane.

 

Dlaczego warto mieć w życiu pasję?Na pierwszym planie prof. M. Wójcik na trasie maratonu warszawskiego, fot. arch. prywatne

Bo życie wtedy jest ciekawsze, pełniejsze, przyjemniejsze. Moje bieganie jest świetnym uzupełnieniem pasji zawodowych. Daje mi poczucie relaksu, poprawia nastrój, pozwala też czasem trochę oderwać się od codzienności.

 

Bieganie to szczególny sport. Biegać można praktycznie w każdej okolicy i w dowolnej porze roku. Niepotrzebne są drogie inwestycje. Treningi biegowe nie zabierają dużo czasu i można je wpisać w prawie każdy harmonogram dnia. Co prawda po rozpoczęciu treningów organizm musi się stopniowo przyzwyczaić do nowych obciążeń i zdarzają się niegroźne na ogół kontuzje, ale postęp w budowaniu kondycji jest bardzo szybki i korzystne efekty dla zdrowia i samopoczucia pojawiają się prawie od razu. I to wciąga.

 

Rozmawiała Małgorzata Trocha

 


Data dodania:2021-01-11
Data aktualizacji
Data zakończenia
Wprowadzone przez:
Małgorzata Trocha
Zdjęcia
prof. M. Wójcik z medalem maratonu w Berlinie - 2018, fot. arch. prywatne

Uczelnia

Nasze Media

/galeria
Blog Politechniki Łódzkiej

Wydziały I JEDNOSTKI UCZELNIANE